NaStyku.pl

Sensacyjne filmo-polo

Widziałem Plagi Breslau. O Jezu... I tu powinienem skończyć recenzję. Ale, skoro już mogę, to się trochę pouzewnętrzniam z pełną, niestety świadomością tego, że ktoś te moje przemyślenia będzie mógł skomentować jednym tylko zdaniem: To weź i nakręć lepszy!
Kożuchowska, Widawska, Grabowski... Ale to nie nazwiska grają
Kożuchowska, Widawska, Grabowski... Ale to nie nazwiska grają

No sorry. Nie umiem. A jak się nie umie, to się nie powinno naprawiać samochodów, leczyć zębów, piec chleba, kręcić filmów. No nie umiem. A Patryk Vega umie, wiem to. Tyle, że tym razem oczko się odlepiło temu misiu. Plagi Breslau to nie jest dzieło wybitne. Ale też chyba nie takie miało być. Vega wymyślił ten film dla ludzi lubiących mocne, dynamiczne kino akcji. A w Plagach jest akcja i jest dynamizm. Biorąc jednak pod uwagę wcześniejsze filmy tego reżysera (Pittbul, Botoks, Kobiety mafii, Służby specjalne) nie jest to także obraz dobry, niestety. Niby ma wszystko żeby być. Są świetne nazwiska na ekranie - Małgorzata Kożuchowska, Daria Widawska, Andrzej Grabowski, Iwona Bielska, Tomasz Oświeciński. Jest wartka akcja - codziennie po osiemnastej nowy trup. Są zaskakujące zwroty akcji - nie no, tu nic nie napiszę, nie chcę tworzyć spoilera. Są fajne zdjęcia. Jest znany mi i lubiany Wrocław. Dlaczego więc oglądając ten film już po pierwszych 10 minutach wiedziałem, że nie będę nim zachwycony i zdania nie zmieniłem aż do 93 minuty, aż do teraz?

Po pierwsze - akcja. Owszem wartka, ale odnoszę wrażenie, że Patryk Vega w pogoni za zaskoczeniem widza, za nieszablonowymi sytuacjami i oryginalnymi scenami rozminął się nieco z realizmem lub też powszechnym wyobrażeniem realizmu, który w poprzednich jego filmach był bezsprzecznie wartością. Kiedy w Botoksie pokazywał lekarzy, wielu z nas myślało sobie, cholera znam typa, to taki jak ten nasz... Kiedy w Pitbullu wrzucał na ekran gliniarzy, to byli to gliniarze z krwi i kości, a bandyci, czy kibole przypominali nam prawdziwych typków spod ciemnej gwiazdy, żywcem wyjętych z prokuratorskich aktów oskarżenia. W Plagach Breslau raziła mnie sztuczność. Zwłaszcza zdarzeń. Wymyślił Vega serię zbrodni, która według mnie, była nie do przeprowadzenia. Nie do wykonania. Mało realna. Wątki fabuły niby łączą się w filmie w jedną całość, ale ścieg nie jest ładny, to raczej gruba fastryga. Moje pierwsze skojarzenie to film "Siedem" Davida Finchera z 1996 roku z Morganem Freemanem i Bradem Pittem. Tylko, że tam wszystkie zbrodnie, choć niesamowite, wydawały mi się mimo wszystko wiarygodne. W Plagach Breslau jest efektownie, ale nieprzekonująco, chyba po prostu efekciarsko.

Po drugie - nazwiska na napisach wstępnych i końcowych. Vega udowadnia, że nazwiska to tylko nazwiska. Nie one grają. Role tworzą ludzie, a tu wybitnych ról nie ma. No może Kożuchowska. Tylko problem, bo patrząc na nią wciąż widziałem Hankę Mostowiak i jej tragiczny koniec pod kartonami. Mimo więc wielkich jej i moich starań (także, żeby usłyszeć i zrozumieć co ona mówi), nie przekonała mnie do swojej postaci. Podobnie Andrzej Grabowski - w Pitbullu wow! Tutaj Ferdynand nomen omen Kiepski. A rola dziennikarki telewizyjnej... Bosz... Co za sztampa, co za karykatura. Na obronę aktorskiej obsady wypada jednak nadmienić, że państwo po prostu nie mogli zagrać świetnych ról, nie mogli stworzyć postaci z krwi i kości, bo w scenariuszu takowych nie było, bo nakreślone w nim osobowości są płytkie jak staw przy Batorego w Zgorzelcu, sztampowe i schematyczne, niemal karykaturalne, a to przecież nie miał być pastisz, a trochę jest. Gdyby choć było dowcipnie, ciupek przynajmniej, odrobinę. Liczyłem tu mocno na Tomasza Oświecińskiego. Przeliczyłem się. Pan Tomek jest w tym filmie poważny, tragiczny nawet. A że nie bardzo pasuje mi to do jego fizys i postury, więc w zasadzie dobrze, że dużo nie pograł. Za to Bogu dziękować (uwaga jednak spoiler) przeżył i mówić zaczął obcymi językami. I tak wątek po wątku Plagi Breslau są poważne jak rozgotowany makaron na spaghetti. Hm, są rozgotowanym makaronem. Pikantnym, ale rozmymłanym. I nie pomagają nawet mocne sceny z kostnicy - pourywane kończyny i sflaczałe penisy denatów. Nie pomaga nawet skądinąd sympatyczna pani patomorfolog.
Czy więc uważam spędzone z Vegą godzinę i 33 minuty za czas zmarnowany?
- Nie.
Czy poleciłbym Plagi?
- No pewnie.
Trzeba tylko wiedzieć, po co się idzie do kina. Bo Plagi Breslau to film użytkowy, takie filmowe disco-polo. Na pewno nie dostarczy wzruszeń, na pewno nie wyrżnie w duszy trwałego śladu, ale nogą można potupać. Czasem się człowiek musi przecież - ups - rozerwać.

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Warto przeczytać

Jak Pan Prezydent mówi, to wie albo czuje, że wie

Widzisz Pawul... Pan Prezydent wiedział...

U Pawula
czwartek, 17 stycznia 2019, 12:15
Form szklarskich w Pieńsku już się produkować nie będzie. Przynajmniej przez kolejne 5 lat. Ale najprawdopodobniej uda się uratować zakład skazany na likwidację przez koncern Ardagh Group.
Goście Pospieszalskiego nie oszczędzali w komentarzach Owsiaka

Tragedia w Gdańsku. Czy to koniec WOŚP?

U Pawula
wtorek, 15 stycznia 2019, 02:49
Każde zabójstwo polityka jest zabójstwem politycznym, bo choćby nie przyświecały mu polityczne intencje, to wywołuje polityczne skutki.

Zobacz również